Blog

Wdech, wydech… czyli jak nie zwariować w edukacji domowej.

Sty 22, 2021

Miało być tak pięknie. Godziny literackie, kącik fizyki kwantowej, zaduma nad złożonością kodu genetycznego, a wieczorami mistrzostwa planszówek strategicznych i budowanie makiet z kartonów po mleku (żeby było ekologicznie). A to wszystko między świetnie zorganizowanymi obowiązkami domowymi i chwilą na własny rozwój i biznes gdzieś pomiędzy angielskim i biologią. Tiaaaaa….

Oczywiście, zdarza się. Może nawet często, że wszystko chodzi jak w zegarku. Dzieci od niemowlęctwa obcują ze sztuką i literaturą, nigdy nie chodziły do szkoły i nie mają w głowie sztucznego podziału “życie-nauka”. Ale nie oszukujmy się. Jesteśmy tylko ludźmi, a wiele z naszych dzieci chodziło do szkoły. Mamy złe nawyki organizacyjne (czasem w postaci jej braku), żywieniowe i społeczne. Dużo by mówić.

Ale mamy też wiele zalet! Jedną z nich jest chęć zmiany na lepsze i ogromny zapał. Niestety często rozpoczynamy edukację domową z wizją, która, no cóż, nie ma szans na realizację. Wyobrażamy sobie, jak robią to inni. Puszczamy wodze fantazji, jak by to mogło być. A potem wpadamy w wykopany własnoręcznie dołek i po dwóch miesiącach mamy ochotę wysłać dzieci z powrotem do szkoły. Bo nic nie działa, jesteśmy zmęczeni a oni nie chcą się uczyć. Ręka w górę kto tak miał!

Gdzie leży problem

Myślę, że w dużej mierze jest to chęć zrobienia zbyt wielu rzeczy na raz. Po pierwsze, jeżeli przez wiele lat pracowałaś, czy pracowałeś na etacie, rytm dnia wyznaczała praca i obowiązki domowe, jeśli dzieci chodziły do szkoły, były oceniane, odrabiały zadania, zaliczały testy, to jak myślisz, jak duże jest prawdopodobieństwo przestawienia się z dnia na dzień na brak ram? Kiedy już nie musisz wstać o 6, to czy to zrobisz? Kiedy nie trzeba pracować od – do, czy znajdziesz w sobie dość samozaparcia na rozwój? A twoje dziecko, jeśli nie będzie zmuszone do siedzenia na matmie, to czy zrobi to z własnej woli?

Przejście z systemu do edukacji domowej to nie tylko zaprzestanie chodzenia do szkoły czy pracy, jeśli jedno z Was decyduje się na zmianę zawodową by uczyć dzieci w domu. To proces zmiany myślenia, trybu życia, motywacji. Kiedy nagle budzisz się rano i nic nie musisz, właściwie nie wiadomo, za co się zabrać. Dlatego dajcie sobie trochę czasu na poukładanie życia na nowo.

Jak się przestawić?

Nie ma prostej recepty, bo każdy ma problem z czymś innym. Różne też mamy mocne i słabe strony. Ale może odważę się na pewne uogólnienia.

  • Warto zacząć od poznania się na nowo. To oznacza czas na bycie ze sobą. Banał? Niekoniecznie. Policz, ile czasu spędzaliście naprawdę razem zanim przeszliście na ed? Jesteście w nowej sytuacji. Przyzwyczajcie się do niej.
  • Odkryjcie co lubicie robić razem i osobno.
  • Odpocznijcie. Po latach gonitwy warto wrzucić na luz na jakiś czas.
  • Zorganizujcie na nowo życie domowe – posiłki, obowiązki, pory wstawania i zasady. Kiedy dzieci chodzą do szkoły, ze względu na ilość nauki rodzice często nie wymagają od nich wykonywania obowiązków domowych. A przecież to także część edukacji i to bardzo przydatna. Teraz możecie wdrożyć dzieci w te czynności.
  • Uczcie się rzeczy, które dziecko lubi i które są dla niego łatwiejsze. Oglądajcie filmy i czytajcie książki – wiedza poza podręcznikami także istnieje.
  • Odkrywajcie mocne i słabe strony twojego dziecka, jego talenty i uzdolnienia, aby je rozwijać.
  • Rodzicu! Nie zapomnij, że to twoje baterie napędzają ten wózek. Ładuj je od czasu do czasu. To, że być może nie chodzisz do pracy nie znaczy, że “nie pracujesz”. Pamiętaj o tym, bo bardzo łatwo wpaść w pułapkę “zrobię to, przecież mam czas”.

Jeszcze jedno. Bardzo możliwe, że przez jakiś czas twoje dziecko po prostu nie będzie chciało zaglądać do podręczników, ćwiczeń i zeszytów. Zwyczajnie ma z nimi złe skojarzenia. Można zrezygnować ze standardowych materiałów i poszukać ciekawszych w Internecie czy bibliotece, porobić razem projekty. Z czasem awersja do szkolnych książek minie, a może stwierdzicie, że nie są Wam do niczego potrzebne? W końcu to tylko pomoc naukowa. Wygodna, ale nie jedyna.

Jak planować naukę?

Kiedy przyzwyczailiście się już względnie do nowej sytuacji, pora pomyśleć, o czymś, o czym chyba nikt myśleć nie chce i nie lubi. O egzaminach. Brrr… chociaż, w gruncie rzeczy wcale nie muszą być straszne. Zakładam, że szkoła do której jest zapisane Wasze dziecko jest przyjazna edukacji domowej (nie tylko dlatego, że ma tak napisane na stronie internetowej, ale jest to potwierdzone przez zadowolone dzieci i ich rodziców). Jeśli tak, dowiedz się przede wszystkim, jaki jest plan egzaminów w szkole (czy można umawiać się indywidualnie, czy są wyznaczone terminy).

Podumajcie, co chcecie zaliczyć najpierw, co na końcu. Niektórych przedmiotów da się nauczyć w miesiąc albo nawet krócej (np. biologia), inne wymagają systematycznej pracy (angielski czy matematyka), choć poglądy na ten temat zapewne są różne.

Wreszcie zastanówcie się, na których przedmiotach zależy Wam bardziej, a na których mniej, co w praktyce może oznaczać, że “gegrę zaliczam na 3, a z angola celuję w 5”. Takie podejście może być nieco szokujące po latach wyścigów o świadectwo z paskiem, ale tak naprawdę, komu ono potrzebne i do czego? Jako ciekawostkę dodam, że w tym roku robimy eksperyment i oceny z egzaminów poznamy dopiero po otrzymaniu świadectwa. To próba odzwyczajenia dzieci i samych siebie uczenia się dla ocen.

To co z tą fizyką kwantową?

Wracając do początku i wspaniałych wizji zgłębiania wiedzy, to z pewnością jest to możliwe do realizacji. I jak każdy pomysł wymaga pracy i konsekwentnego dążenia do celu. Wszyscy mamy do dyspozycji 24 godziny i jak je wykorzystamy zależy od naszych priorytetów i wytrwałości. Czy tajniki fizyki kwantowej mają dla nas większą wartość od spacerów po lesie zależy wyłącznie od nas i nie podlega ocenie.

Jeżeli macie pytania lub uwagi, piszcie śmiało na kontakt@szkolamaranatha.pl lub na Facebooku.

Dawno, dawno temu…

Dawno, dawno temu…

Dawno, dawno temu, w małym, drewnianym domku pod lasem, mieszkali Ola i Damian. Pewnego dnia postanowili, że ich syn nie pójdzie do szkoły... Tak zaczyna się historia naszej szkoły, opisana w Nowinach Gliwickich, kiedy 13-letni dziś Jurand miał zaledwie 7 lat. Ola i...

czytaj dalej
Edukacja domowa a edukacja zdalna

Edukacja domowa a edukacja zdalna

Edukacja zdalna stała się z dnia na dzień rzeczywistością w polskich szkołach. Niestety jest często mylona z edukacją domową, co możemy obserwować nawet w debacie publicznej. Tymczasem są to dwa zupełnie różne sposoby spełniania przez dzieci obowiązku szkolnego.

czytaj dalej
Pierwsze kroki w edukacji domowej

Pierwsze kroki w edukacji domowej

Przejście na edukację domową to ważna decyzja. Poświęciliście sporo czasu na przemyślenie za i przeciw, ostatecznie zdecydowaliście się na ten krok. I oto nadszedł ten moment! Zaczynacie zupełnie nową przygodę. Tylko właściwie... od czego tu zacząć? Czym jest edukacja...

czytaj dalej